poniedziałek, 04 marzec 2013 12:00

Nie ruszaj nie swoich zdjęć

Napisała

Naruszenia praw autorskich to nie tylko domena małych podmiotów, które chcą nieuczciwie oszczędzić na kosztach swojej działalności. Dopuszczają się ich również wielkie przedsiębiorstwa, których na pierwszy rzut oka nikt nie posądziłby o takie praktyki.

Brandon Staton to jeden ze znanych nowojorskich fotografów, który prowadzi bloga, na którym zamieszcza zdjęcia oryginalnie wyglądających mieszkańców Nowego Jorku. Ze względu na te właśnie zdjęcia dom mody Donna Karan New York (DKNY) zaproponował mu 15 tysięcy dolarów za możliwość ozdobienia nimi witryn i wnętrz swoich sklepów. Fotograf uznał jednak kwotę (w przeliczeniu około 50 dolarów za zdjęcie) za niewystarczającą i odmówił.

Na pewno zdziwił się więc, kiedy w lutym 2013 r. dowiedział się od znajomych, że pomimo niedojścia do skutku współpracy z DKNY jego zdjęcia ozdobiły sklepy marki w Bangkoku. DKNY postanowiło więc naruszyć prawa autorskie do zdjęć i wykorzystać je bez pytania.

Chociaż najprawdopodobniej wygrałby proces sądowy, Staton zażądał jednak od nieuczciwej spółki zamiast zadośćuczynienia 100 tysięcy dolarów na fundację charytatywną YMCA.

Finalnie, modowa spółka przekazała na rzecz wskazanej fundacji, która pomoże nowojorskim dzieciom aktywnie spędzać czas, 25 tysięcy dolarów i przeprosiła fotografa. DKNY pociągnie jednak za sobą wątpliwą reklamę spółki, która oszczędza nieuczciwie wykorzystując cudzą własność.

Sąd Okręgowy w Warszawie w nieprawomocnym wyroku stwierdził, iż Polska Izba Książki działała w interesie wydawców, których prawa zostały naruszone przez powoda, w związku z czym oddalił pozew właściciela Chomikuj.pl o ochronę dóbr osobistych. Adwokat powoda planuje złożyć odwołanie od wyroku do Sądu Apelacyjnego.

Serwis Chomikuj.pl oferuje użytkownikom przestrzeń internetową o różnych rozmiarach, na której można „chomikować” oraz udostępniać m. in. muzykę, filmy, ebooki. Pobieranie plików umieszczonych na serwerze jest płatne.

Przedmiotem sprawy był komunikat umieszczony na stronie internetowej Polskiej Izby Książki w 2010 r., w którym podana została informacja, iż sekcja publikacji elektronicznych wystąpi z wnioskiem do rady Izby o złożenie pozwu zbiorowego przeciwko Chomikuj.pl. Komunikat wskazał również powód takiego działania, a mianowicie nielegalną publikację utworów objętych ochroną praw autorskich oraz praktyki pirackie. Powód poczuł się dotknięty owym komunikatem, w związku z czym domagał się przeprosin na stronie Polskiej Izby Książki i usunięcia komunikatu.

Chomikuj.pl argumentował pozew tym, iż PIK nie odróżnia serwisu internetowego od jego użytkowników oraz w komunikacie przekroczył granice dozwolonej krytyki. Na swoją obronę dodał również, iż portal Chomikuj.pl bardzo szybko reaguje na zgłoszenia dotyczące naruszania praw autorskich poprzez usuwanie takich danych oraz przytoczył fragment regulaminu serwisu: „użytkownikowi zabrania się rozpowszechniania za pośrednictwem konta i folderów plików lub innych treści, do których użytkownik nie posiada praw autorskich lub innych uprawnień do ich publikacji lub rozpowszechniania w internecie”.

Z kolei PIK wskazała, iż działania powoda mające na celu przeciwdziałanie naruszaniu prawa nie są wystarczające, natomiast główną usługą świadczoną przez Chomikuj.pl jest kopiowanie, dzielenie się oraz udostępnianie plików. Sąd w wyroku stwierdził, że wypowiedź pozwanego była radykalna, lecz jej bezprawność jest wyłączona poprzez działanie na rzecz ogółu wydawców, których prawa są naruszane. Sędzia zauważył, że przechowywanie i udostępnianie plików na serwerze Chomikuj.pl umożliwia do nich dostęp dla nieograniczonej ilości odbiorców, a takie działanie stanowi źródło zysków powoda. Portal Chomikuj.pl zapowiedział odwołanie się od wyroku.

Warto wspomnieć, iż spory pomiędzy PIK, a Chomikuj.pl trwają już około dwóch lat. Wszystko zaczęło się od skarg wydawców na okoliczność pojawiania się w portalu ich książek w formie zeskanowanej, z których portal czerpie zyski za umożliwianie ich transferu.

Początkowo serwis pozwano na podstawie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Powołano się wówczas na brak skuteczności w blokowaniu plików naruszających prawa autorskie. Chomikuj.pl w swojej obronie stwierdził, iż jest tylko hosterem danych, a na zawiadomienia o naruszaniu praw autorskich podejmuje zdecydowane działania. Sprawa nie przyniosła większych rezultatów.

Na koniec 2012 r., 15 zrzeszonych w PIK wydawnictw złożyło pozew zbiorowy przeciwko Chomikuj.pl o naruszanie praw autorskich. Dodatkowo wydawnictwa domagają się zakończenia działalności portalu w dotychczasowej formie.

poniedziałek, 25 luty 2013 12:00

Rozdanie Oscarów – gala dla znaku towarowego

Napisała

Gorączka oscarowej nocy powoli opada. Jak co roku, ostateczny werdykt jury Amerykańskiej Akademii Filmowej jednych zaskakuje, drugich oburza, a jeszcze innym otwiera drzwi do kariery. Wszakże udowodniono, że film choćby nominowany do Oscara może osiągnąć dzięki temu wymiernie lepsze wyniki finansowe. Ale myli się ten, kto sądzi, że na współczesnym kinie głównego nurtu zarabia tylko przemysł filmowy – od wielu lat, zarówno na ekranie, jak i gali wręczenia statuetek można zauważyć coraz częstsze zabiegi marketingowe polegające na zręcznym lokowaniu produktów. Filmowy bohater z markowym gadżetem w dłoni, czy odbierająca nagrodę gwiazda w kreacji znanego projektanta potrafi zwiększyć rzeczywiste zyski przedsiębiorców o wiele bardziej skutecznie, niż szeroko zakrojona kampania reklamowa.

Doświadczeni kreatorzy wizerunku zgodnie stwierdzają, że lokowanie produktu na ekranie lub w dłoni kogoś znanego jest reklamą o wysokiej skuteczności – widz nie traktuje jej jak zła wcielonego (jak w przypadku przerw reklamowych w trakcie filmu), na które szybko staje się zupełnie obojętny, a samoczynnie kieruje wzrok na znaną postać i, przy okazji, na znane logo czy znak towarowy. Analogicznie jest ze sponsorowaniem dużych imprez rozrywkowo-kulturalnych: plejada gwiazd występująca na scenie opatrzonej reklamą sponsora, czy jego wszędobylski znak towarowy na festiwalu filmowym siłą rzeczy tworzy skojarzenia danych marek z takimi przedsięwzięciami. W ten sposób buduje się konkretny wizerunek marki i znaku towarowego, ale jednocześnie wzrasta jej rozpoznawalność, co przekłada się na popularność i notowane zyski.

Samochód, garnitur, a nawet zegarek Jamesa Bonda stanowi łakomy kąsek dla kreatywnych przedsiębiorców. A co zrobić, by wprowadzić do filmu coś zupełnie nie pasującego do wizerunku brytyjskiego agenta? Wykorzystać wątek kryzysu osobowości bohatera i włożyć w jego dłoń opatrzone znakiem towarowym piwo, zamiast tradycyjnego martini towarzyszącego mu od samego początku. Widzowie sami zwrócą uwagę na ten detal, a koncern wkrótce będzie liczył zyski. Gdy przyjdzie do wręczania Oscarów, warto zastanowić się nad wręczeniem gościom pakietu swoich produktów w charakterze prezentu. Nie trzeba dużo inwestować, by wówczas produkt ze znanym logo trafił na okładki czasopism czy strony portali plotkarskich.

Spece od marketingu wskazują na same plusy takiej strategii – przy niższych kosztach przedsięwzięcia, dany znak towarowy zapisuje się w świadomości konsumenta. Nawet osoba niezainteresowana danym produktem, ale szukająca informacji na temat gwiazdy czy jej działalności, mimowolnie natrafia na dany znak towarowy, więc taka reklama zatacza o wiele szersze kręgi niż reklama konwencjonalna. Nikt nie liczy opłat za czas antenowy, strony w gazecie czy billboardy – dobrze lokowany znak jest na topie o tyle, o ile jego nośnik utrzymuje swą popularność. Eksperci wskazują, że odbiorcy product placement są o wiele bardziej podatni na zapamiętanie i kojarzenie danego znaku towarowego, niż w przypadku standardowych reklam.

Od wieków znany jest pogląd, że reklama jest dźwignią handlu. Specjaliści od marketingu i wizerunku znajdują coraz wymyślniejsze sposoby na dotarcie ze swoim przekazem do przeciętnych odbiorców. Czy lokowanie produktu zagrozi konwencjonalnym reklamom? Wydaje się, że nie – wszakże doskonale je uzupełnia. Natomiast można się spodziewać, że lokowanie produktu wkrótce wkroczy do naszego życia na dobre na wielu płaszczyznach.

środa, 20 luty 2013 12:00

Jednolity patent na NIE

Napisała

Wielu ekspertów z zakresu prawa patentowego nie zgadza się z ideą jednolitego patentu europejskiego. Członek rządowej Rady Informatyzacji Józef Halbersztadt twierdzi, iż Polska nie tylko nie powinna przystępować do jednolitego patentu europejskiego, ale również powinna go zaskarżyć, gdyż jest on sprzeczny z prawem Unii Europejskiej. Jego zdaniem w europejskim systemie patentowym, Europejski Urząd Patentowy (EPO) jest pozbawiony kontroli i nadzoru w swoim działaniu. W ramach Europejskiej Konwencji Patentowej, EPO stanowi agencję posiadającą odrębny budżet, a jej działanie jest skomercjalizowane. Najlepszym przykładem jest przeznaczanie nadwyżki budżetowej na premie oraz ewentualnie na inwestycje.

Halbersztadt zauważa również, iż Europejski Urząd Patentowy działa w odłączeniu od klasycznego systemu trójpodziału władzy, ze względu na brak kontroli wybieranej władzy politycznej oraz braku możliwości odwołań od decyzji administracyjnej do sądu. Na podobnej zasadzie działa centralny sąd patentowy, który zastępuje sądownictwo krajowe.

Takie działanie ukazuje wręcz naśladownictwo systemu patentowego Stanów Zjednoczonych, który został scentralizowany 30 lat temu i do dzisiaj wywołuje wiele niekorzystnych skutków, np: duży wzrost spraw sądowych oraz kosztów procesowych. Polska przystępując do jednolitego patentu europejskiego, musi liczyć się z napływem zagranicznych patentów, co z kolei może ograniczyć rodzime innowacje i wynalazki.

Pozostając przy obecnej regulacji systemu patentowego, w naszym kraju, ze względu na barierę językową zostanie ograniczona liczba napływających, zagranicznych patentów, dodatkowo polscy wynalazcy zachowają ułatwienia, chociażby ze względu na możliwość starania się o patent w państwach objętych porozumieniem.

W zaskarżeniu jednolitego patentu Polska nie byłaby sama, gdyż obecnie Trybunał Sprawiedliwości UE rozpatruje skargi Hiszpanii i Włoch. Dodatkowo kraje te nie przystąpią do jednolitego patentu europejskiego i Polska powinna pójść ich śladem.

KE twierdzi natomiast, iż jednolity patent europejski spowoduje znaczne obniżenie kosztów. Obecnie koszt uzyskania patentu europejskiego w 27 krajach Unii Europejskiej wynosi ponad 36 tysięcy euro, z kolei w ramach jednolitego patentu, taki koszt wyniesie ok. 6,5 tysięcy euro przez pierwsze 12 lat przejściowych, a później około 5 tysięcy.

FOR, czyli Forum Obywatelskiego Rozwoju w dniu 14 lutego 2013 roku zorganizowało debatę w sprawie jednolitego patentu.

Prof. Aurelia Nowicka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, będąca ekspertem w zakresie prawa własności intelektualnej uważa, iż beneficjentami jednolitego patentu będą firmy i gospodarki państw lepiej rozwiniętych technologicznie. W wyniku tego ulegnie pogorszenie interesu krajów takich jak Polska, z mniejszym potencjałem innowacyjności oraz posiadającymi mniejsze środki m.in. na badania i rozwój. W rezultacie pozycja firm działających na takich rynkach ulegnie pogorszeniu, a to spowoduje brak równowagi pomiędzy państwami lepiej rozwiniętymi, a tymi z mniejszym potencjałem.

Członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, prof. Stanisław Sołtysiński zauważył, iż w Europie zdecydowana większość patentów przyznawana jest państwom spoza UE, a jednolity patent nie spowoduje poprawy takiego stanu, w rezultacie powodując pogorszenie interesów Europy.

Z kolei Katarzyna Urbańska z PKPP Lewiatan uważa, że jednolity patent europejski nie będzie korzystny dla wszystkich państw członkowskich. Korzyści uzyskają tylko niektóre państwa UE, a także chociażby USA i Japonia. Przykładowo podmioty w Polsce będą musiały ponosić wysokie koszty tłumaczenia dokumentów, gdyż składane wnioski oraz otrzymywane informacje będą w językach obcych. Urbańska podkreśla, iż jednolity patent skierowany jest głównie do dużych, bogatych i zaawansowanych podmiotów, gdyż to właśnie oni poradzą sobie w każdych warunkach.

Eksperci biorący udział w debacie podsumowali jednolity patent europejski tym, iż skorzystają na nim tylko duże podmioty, które w nowym systemie będą faworyzowane. Małe i średnie przedsiębiorstwa (właśnie takie przeważają w Polsce) nie będą chętnie korzystać z jednolitego patentu, gdyż zostaną znacznie obciążone w tym względzie. Zamiast zachęcić i poprawić ich sytuację jednolity patent zadziała na ich niekorzyść, gdyż zostaną wyprzedzone przez większe korporacje.

Spór o jednolity patent trwa blisko 30 lat. W grudniu 2012 r. zostały przyjęte przez Parlament Europejski oraz Radę Unii Europejskiej rozporządzenia w tej sprawie . Jednak to nie przesądza o wprowadzeniu systemu, wymagana jest jeszcze ratyfikacja umowy międzynarodowej w sprawie jednolitego patentu. Sprzeciwy zgłosiły już Hiszpania i Włochy. Również Polska jeszcze w grudniu 2012 zgłosiła zastrzeżenia w tej sprawie. Umowa o jednolitym patencie wejdzie w życie, jeżeli zostanie ratyfikowana przez minimum 13 państw członkowskich, w tym Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, czyli kraje posiadające najwięcej europejskich patentów.

Warto wspomnieć, iż ostatnio firma Deloitte przeprowadziła ekspertyzę, wg której w przypadku przyjęcia przez Polskę jednolitego patentu koszty spraw sądowych, zakupu licencji oraz innych czynności związanych z patentami wzrosłyby w ciągu 20 lat o 53 miliardy złotych. Przez kolejną dekadę koszty sięgnęłyby w sumie ok. 79,4 miliarda złotych. Wszystko za sprawą przyjęcia powyższego systemu patentowego.

piątek, 15 luty 2013 12:00

Wynalazca Apple znowu w akcji

Napisała

Jeden z gigantów branży komputerowej, spółka Apple, nie tylko toczy patentowe boje o ochronę swoich wynalazków, ale również dba o powstawanie nowych urządzeń, którymi mogłaby zaskoczyć sowich fanów. Aktualnie inżynierowie Apple pracują nad inteligentnym zegarkiem.

Do czego mogłoby się nadawać takie urządzenie? Jak inne produkty spółki z Cupertino, działałby on w oparciu o system operacyjny iOS, co oznacza, iż mogłyby powstawać aplikacje stworzone specjalnie dla niego. Efektem tego jego możliwości mogłyby być ogromne, ograniczone tylko fantazją i możliwościami technicznymi programistów. Mógłby też być pomocny w kontrolowaniu iPhone'a, a w szczególności w zarządzaniu muzyką, szybkim odczytywaniu SMS-ów i odbieraniu e-maili. iZegarek mógłby też zapewne łączyć się z innym najnowszym wynalazkiem Apple, o którym już pisaliśmy – iButami. Najprawdopodobniej wyposażony w taką parę biegacz mógłby na na bieżąco kontrolować swoje tętno, przebiegnięty dystans czy ilość spalonych kalorii. Dodatkowo iZegarek mógłby pełnić funkcję karty płatniczej albo klucza dostępu do sprzężonych z nim komputerów.

Niezależnie od przewidywanych możliwości, z pewnością będzie to bardzo ciekawy wynalazek. I z pewnością też Apple pokryje go od góry do dołu patentami na wszelkie wykorzystane w nim technologie, które później być może posłużą spółce do wykorzystania w kolejnym sądowo-patentowym boju.

czwartek, 14 luty 2013 12:00

Przymusowe opłaty za LED-y w świetle prawa?

Napisała

Nie tylko w dziedzinie oprogramowania komputerowego toczą się często patentowe wojny podjazdowe. W lutym 2013 r. do czerwoności rozgrzała się za sprawą patentu branża oświetleniowa. Polscy producenci lamp zbulwersowali się działaniami, jakie podjął jeden ze światowych liderów sprzętu oświetleniowego – Philips. Przedstawiciele spółki składają przedsiębiorcom z tej dziedziny propozycje nie do odrzucenia. Zarówno większe, jak i mniejsze przedsiębiorstwa mają zapłacić Philipsowi wartość od 3 do 5 procent przychodu ze sprzedanych lamp, w których stosowana jest technologia LED. W przeciwnym razie spółka grozi wszczęciem postępowania sądowego.

Czym są spowodowane tak drastyczne działania? Philips powołuje się na posiadane przez siebie patenty, jednak również na takie, które nie obowiązują w Polsce. Holenderski koncern potwierdza, że w umowie licencyjnej proponuje opłatę od 3 do 5 proc. W przeciwieństwie do przedsiębiorców, którym każe wnosić opłaty, spółka twierdzi jednak, ze wszystkie patenty, na które się powołuje, są objęte ochroną również na terytorium Polski.

środa, 13 luty 2013 12:00

Patent na "Lubię to!"? Facebook pozwany

Napisała

Użytkownicy Facebooka (a jest ich aktualnie na całym świecie już ponad miliard) nie wyobrażają sobie życia bez wyrażania sympatii dla postów lub zdjęć swoich przyjaciół za pomocą przycisku "Lubię to!". Czyżby jednak niedługo musieli się bez niego obyć?

Firma Rembrandt Social Media wniosła w lutym bieżącego roku powództwo przeciwko Facebook Inc. Spółka, zajmująca się kwestiami patentowymi i reprezentująca rodzinę Johannesa Everardusa van Der Meera, zmarłego programisty komputerowego, zarzuca najpopularniejszemu portalowi społecznościowemu na świecie bezprawne wykorzystywanie rozwiązań dość oczywistych dla jego użytkowników, a rzekomo objętych patentem.

Zdaniem powoda, serwis stworzony i zarządzany przez Zuckerberga wykorzystuje dwa opatentowane w latach 90. rozwiązania autorstwa van Der Meer. Programista zakładał wówczas rzekomo możliwość utworzenia portalu społecznościowego o nazwie SurfBook. Patentem mają być objęte tak popularne rozwiązania,jak od razu kojarzony z Facebookiem przycisk "Lubię to!" oraz oś czasu. Sąd w Wirginii będzie musiał rozstrzygnąć, czy rozwiązania wykorzystywane w Facebooku do użytkowania konta oraz wyrażania swojej sympatii dla zawartości "tablic" innych użytkowników są podobne do tych opatentowanych na rzecz zmarłego programisty.

Rodzina programisty żąda od Facebooka odszkodowania o niewiadomej póki co wysokości.

piątek, 08 luty 2013 12:00

Patent na iButy

Napisała

Jedna z najdroższych spółek na świecie, Apple, opatentowała inteligentne buty. Ich intelekt będzie, rzecz jasna, ograniczony i niestety nie odpowiedzą na dręczące ludzkość egzystencjalne rozterki i raczej nie poradzą sobie z fizyką kwantową, ale za to poinformują posiadacza o równie ważkich problemach: o swoim zużyciu, przebytym dystansie i zdatności do dalszego użytku. Internauci pytają – czy ten pomysł ma jakąkolwiek przyszłość? Czy może nad Cupertino zawisły gęste opary absurdu?

Patent obejmuje zamontowane w obcasach i podeszwie sensory, które mają na bieżąco informować użytkownika o pokonanych odległościach, ale ma to mieć również zastosowanie wykraczające poza prozaiczne zaspokojenie ciekawości. Przede wszystkim, buty od Apple poinformują właściciela czy noga otrzymuje odpowiednią ilość ruchu w ramach rehabilitacji, lub przeanalizują aktywność dzieci. Ponadto, gdy będą nienadające się do użytku, wyślą SMS z informacją, że warto się zastanowić nad ich zmianą. Powyższe dane mogą być również przesłane na telefon i inne urządzenia mobilne. Dodatkowo, użytkownik ma możliwość poznania przenoszonego na butach ciężaru, liczby kroków czy swojego tempa.

Jednym z cytatów najlepiej oddających filozofię Steve'a Jobsa jest teza, iż "Ludzie nie wiedzą czego chcą, dopóki im tego nie pokażesz". Zdaje się, że gigantyczny sukces Apple wyrósł właśnie na zręcznym kreowaniu ludzkich potrzeb. Czy inteligentne buty z logo nadgryzionego jabłka znajdą jakiekolwiek praktyczne zastosowanie? Na pewno zyskają uznanie osób często lub półprofesjonalnie uprawiających sport - będą mogły wyliczyć tętno czy ilość spalonych kalorii. Czy staną się hitem, jak inne produkty Apple? Czas pokaże.

wtorek, 05 luty 2013 12:00

Znak towarowy "iPhone" nie tylko dla Apple

Napisała

Nie ulega wątpliwości, że Apple z zacietrzewieniem broni swoich praw do wynalazków, wzornictwa czy znaków towarowych. Szerokim echem w technologicznym półświatku odbijały się poczynania spółki z Cupertino, zastrzegającej dla siebie kształt kwadratu z zaokrąglonymi rogami, pozywającej małych przedsiębiorców ze względu na nikłe podobieństwo nazw lub oznaczeń albo skuteczne blokowanie dystrybucji produktów konkurencji na dużych rynkach. Jak się okazało, taka praktyka ma obosieczne ostrze.

Brazylijski producent elektroniki, Gradiente, już w 2008 roku bez problemów zarejestrował w urzędzie nazwę „iPhone” i pod koniec 2012 roku wypuścił na rynek właśnie tak nazwany telefon działający w oparciu o system operacyjny Android. Jednocześnie, korzystając z ochrony wynikającej z rejestracji nazwy, postanowił uniemożliwić dystrybucję smartfonów Apple. Sąd uznał, że prawo stoi po stronie Gradiente i w efekcie Apple musi zmienić nazwę swojego telefonu na rynku brazylijskim lub... zupełnie wycofać się ze sprzedaży. Ponadto, ma obowiązek wycofać z obrotu w Brazylii wszelkie produkty i aplikacje zawierające słowo „iPhone” w nazwie. Zgodnie z brazylijskim ustawodawstwem, Gradiente ma wyłączność na nazwę „iPhone” aż do 2018 roku.

Jak widać, walka o posiadaną własność przemysłową może zakończyć się niekorzystnie nawet dla globalnego potentata. Jednakże, jak przewidują eksperci, najprawdopodobniej pomiędzy obiema spółkami dojdzie do porozumienia lub ugody, dzięki czemu Gradiente zarobi krocie, a Apple rozwinie dystrybucję na największym rynku Ameryki Południowej.

piątek, 01 luty 2013 12:00

Ekskluzywna polska wódka

Napisała

Od 13 stycznia bieżącego roku określenie „Polska wódka/ Polish Vodka” zostało ustawowo zastrzeżone dla trunków produkowanych w Polsce tradycyjnymi metodami i z ściśle określonych składników. Nowelizacja ustawy o wyrobie napojów spirytusowych jest odpowiedzią na przyjętą w UE definicję wódki, według której napój może być produkowany m.in. z cebuli czy marchwi. Według Stowarzyszenia Polska Wódka (Polish Vodka Association), przyjęte w ustawie oznaczenie może nieść ze sobą duży potencjał gospodarczy.

By oznaczyć trunek znakiem „Polska Wódka/Polish Vodka”, musi być produkowany z etanolu uzyskanego tylko z żyta, pszenicy, owsa, jęczmienia, pszenżyta oraz ziemniaków, z dodatkowym zastrzeżeniem, że składniki te muszą pochodzić z Polski i wszystkie etapy produkcji muszą mieć miejsce w rodzimych gorzelniach. Może być to napój smakowy, wzbogacony jedynie naturalnymi aromatami, jak też poddany leżakowaniu.