Subskrybuj i oglądaj nas na:youtube

Publikujemy na:facebook

    Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.
    czwartek, 11 październik 2012 12:00

    Przeciąga się spór o Korczaka

    Pomimo trwania Roku Korczakowskiego zawirowania w temacie ustalenia prawdziwej daty śmierci pisarza trwają nadal. 11 października 2012 r. sprawa o ustalenie daty śmierci Janusza Korczaka została odroczona bez terminu przez Sąd Rejonowy Lublin – Zachód, w związku z czym nie wiadomo, jak długo będzie przysługiwać ochrona praw autorskich do dzieł Korczaka. Ostatnie znane informacje na temat Janusza Korczaka przypadają na dzień 5 lub 6 sierpnia 1942 r., kiedy to wraz z dziećmi z warszawskiego domu dziecka został wyprowadzony przez hitlerowców, a następnie wywieziony pociągiem do obozu zagłady w Treblince. Dalsze losy Janusza Korczaka, w tym data jego śmierci, nie są znane.

    30 listopada 1954 r. Sąd Powiatowy w Lublinie postanowieniem ustalił datę śmierci Janusza Korczaka na 9 maja 1946 r. Była to w tym czasie powszechna praktyka, gdyż sądy dla osób, dla których nie dało się określić daty śmierci, ustalały ją na rok po zakończeniu II wojny światowej. Ponadto, sąd w 1954 r. stwierdził, iż brak jest spadkobierców Janusza Korczaka, w związku z czym spadkobiercą praw autorskich do dzieł autora zostało państwo polskie.

    Data śmierci ma kluczowe znaczenie dla ochrony praw autorskich Korczaka. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, okres ochronny praw autorskich wynosi 70 lat od śmierci autora.

    W 2010 r. państwo nieodpłatnie przekazało prawa do dzieł autora Instytutowi Książki, dzięki czemu Instytut może czerpać zyski z opłat licencyjnych na dzieła Korczaka do końca roku 2016, kiedy to wygaśnie ochrona majątkowych praw autorskich.

    Fundacja Nowoczesna Polska prowadzi internetowy serwis „Wolne lektury”, na którym zamieszcza dzieła, dla których minął okres ochronny. W związku z tym, Fundacja złożyła do Sądu Rejonowego Lublin – Zachód wniosek o stwierdzenie daty śmierci Janusza Korczaka na 6 sierpnia 1942 r. W przypadku pozytywnego rozpatrzenia wniosku, biblioteka internetowa „Wolne lektury” z dniem 1 stycznia 2013 r. będzie mogła udostępnić utwory Korczaka do swobodnego wykorzystania. W swoim wniosku Fundacja Nowoczesna Polska opiera się na ogólnej wiedzy dotyczącej obozów zagłady w owym czasie. Stwierdza, iż na osobach przewożonych do obozów dokonywana była natychmiastowa egzekucja, w związku z czym data śmierci Korczaka, ustalona na rok 1946, jest wysoce nieprawdopodobna.

    wtorek, 09 październik 2012 12:00

    Samsung próbuje podważyć wyrok

    Wyrokiem, z którym nie zgadza się Samsung i który chce unieważnić, jest oczywiście wyrok w sprawie przegranej z Apple. Pretekstem do takiego działania stało się zachowanie przewodniczącego ławy przysięgłych, która wydała werdykt w sprawie. Velvin Hogan, przysięgły z Kalifornii, tuż po zakończeniu procesu zaczął udzielać mediom wywiadów, którym uważnie przysłuchiwali się również przedstawiciele i prawnicy przegranej spółki.

    Ci ostatni dopatrzyli się w treści wywiadów możliwości, że przewodniczący składu przysięgłych mógł wpływać na ostateczny werdykt w sposób, w jaki absolutnie nie powinien tego robić.

    Prawnicy Samsunga przyjrzeli się dokładnie również przeszłości Hogana, uzyskując zaskakujące fakty. Okazało się, że podczas przesłuchań, w czasie których prawnicy obu stron mieli wybrać ławników, Hogan zataił fakt, że w 1993 r. sam procesował się ze swoim ówczesnym pracodawcą, spółką Seagate. Spółka ta jest natomiast powiązana kapitałowo z Samsungiem. Co więcej, adwokat, który pozwał wtedy Hogana w imieniu partnera biznesowego Samsunga, jest mężem adwokat reprezentującej Samsunga w sprawie przeciwko Apple.

    Taki zbiór wzajemnych powiązań mógł mieć decydujące znaczenie na bezstronność (czy raczej jej brak) przewodniczącego ławy przysięgłych w konflikcie na linii Apple – Samsung. W grę wchodzić może nawet powtórzenie procesu.

    poniedziałek, 08 październik 2012 12:00

    Kolejny bój patentowy na wielką skalę

    Nie tylko Samsung i Apple toczą ostatnio sądowe boje o patenty. Na początku września 2012 r. Samsung złożył pozew przeciwko swojemu rywalowi LG pozew, w którym zarzucił spółce kradzież 18 technologii, których przedmiotem były panele OLED. Jest to technologia przyszłości, giętkie panele ekranowe, które można zwijać i rolować. Każdy z wycieków technicznych informacji Samsung wycenił na miliard wonów, czyli około 900 tysięcy dolarów. Według informacji zebranych przez powoda, LG miało się też podzielić nielegalnie uzyskanymi informacjami z innymi firmami.

    Za wyciekiem informacji o technologicznym know how Samsunga stoją najprawdopodobniej pracownicy firmy. W lipcu 2012 r. The Korean Herald podał informację o zarzutach postawionych jedenastu byłym pracownikom spółki, którzy mili sprzedać kluczowe informacje o technologiach swojego byłego pracodawcy. Informacje te dotyczyły matryc AMOLED wykorzystywanych w telefonach komórkowych, a sprawę badała koreańska policja.

    LG w sporze rozpoczętym przez Samsunga nie pozostało jednak bierne. W odpowiedzi na zarzuty konkurenta firma odpowiedziała kontratakiem, zarzucając Samsungowi naruszenie jej siedmiu patentów dotyczących między innymi designu paneli OLED oraz konstrukcji obwodów paneli. W pozwie LG domaga się zakazu sprzedaży oraz znacznych odszkodowań.

    Zdaniem LG, kontrpozew został złożony, żeby chronić własność przemysłową spółki, zdaniem zaś jej przeciwnika, żeby odwrócić uwagę publiczną od kradzieży technologii Samsunga. Rozwiązania sporu między koreańskimi gigantami nie należy raczej spodziewać się szybko. W sprawach o naruszenia patentów wielkie korporacje starają się zazwyczaj przedstawić maksymalną liczbę dowodów i jak najmocniej zdyskredytować przeciwnika.

    21 września 2012 r. Sąd Pierwszej Instancji przy Trybunale Sprawiedliwości wydał wyrok w sprawie podobieństwa znaków towarowych "WESTERN GOLD" i "WESERGOLD" dla towarów takich jak alkohole.

    23 sierpnia 2006 r. Lidl Stiftung & Co. KG, dokonał w Urzędzie Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (OHIM) zgłoszenia wspólnotowego znaku towarowego słownego "WESTERN GOLD" dla towarów takich jak „alkohole wysokoprocentowe, zwłaszcza whisky”.

    14 marca 2007 r. skarżąca, Wesergold Getränkeindustrie GmbH & Co. KG, wniosła sprzeciw wobec rejestracji tego znaku, na podstawie wcześniejszej rejestracji znaku "WESERGOLD" dla następujących towarów: „wody mineralne i gazowane oraz inne napoje bezalkoholowe, a mianowicie lemoniady, sody i cola; soki owocowe i napoje owocowe; soki warzywne i napoje na bazie warzyw; syropy i inne preparaty do produkcji napojów, cydry”.

    11 czerwca 2009 r. Wydział Sprzeciwów OHIM uwzględnił sprzeciw i odrzucił zgłoszenie wspólnotowego znaku towarowego. Po odwołaniu się zgłaszającego znak od tej decyzji, zgłoszenie zostało jednak dokonane.

    W orzecznictwie przyjmuje się, że prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd istnieje, jeżeli odbiorcy mogliby uznać, że dane towary lub usługi pochodzą z tego samego przedsiębiorstwa lub z przedsiębiorstw powiązanych gospodarczo. Prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd zakłada jednoczesne istnienie identyczności lub podobieństwa kolidujących ze sobą znaków towarowych oraz identyczności lub podobieństwa oznaczonych tymi znakami towarów lub usług.

    Zdaniem Sądu, sam charakter towarów zmienia się w zależności od tego, czy w ich składzie występuje alkohol. Właściwy krąg odbiorców postrzega obecność alkoholu w napoju lub jego brak jako istotną różnicę w charakterze takiego napoju. Wbrew temu, co twierdziła skarżąca, ogół odbiorców w Unii Europejskiej jest uważny i dokonuje rozróżnienia między napojami zawierającymi alkohol a tymi bezalkoholowymi, nawet jeśli wybiera dany napój, kierując się chwilową ochotą.

    Spółka protestująca przeciwko zgłoszeniu znaku towarowego twierdziła jednak, że przeznaczenie i sposób używania towarów oznaczonych kolidującymi ze sobą oznaczeniami są do siebie bardzo zbliżone, ponieważ alkohole wysokoprocentowe są bardzo często mieszane z napojami bezalkoholowymi. W związku z tym napoje te są czasami wcześniej przygotowywane w postaci mieszanki, jak ma to miejsce w przypadku „alkoholów”, lub też spożywane w formie koktajli lub drinków. Argument ten nie przekonał jednak sądu. Jego zdaniem, okoliczność, że w niektórych przypadkach producenci okowity lub innych alkoholi wysokoprocentowych wytwarzają także napoje bezalkoholowe, nie podważa ustalenia, zgodnie z którym przeciętny konsument nie wychodzi z założenia, że alkohole wysokoprocentowe i napoje bezalkoholowe pochodzą z tego samego przedsiębiorstwa.

    Właściwy krąg odbiorców nie będzie bowiem postrzegał alkoholi wysokoprocentowych jako napojów mających na celu ugaszenie pragnienia. Z uwagi na wpływ spożywania alkoholu na zdrowie oraz na sprawność fizyczną i intelektualną przeciętny konsument kosztuje alkoholi wysokoprocentowych jedynie okazyjnie dla przyjemności i dla ich smaku. Napoje bezalkoholowe są natomiast ogólnie spożywane w celu zaspokojenia pragnienia, mimo że przeciętny konsument może dokonywać ich wyboru ze względu na smak.

    Sąd, mimo podobieństwa obu znaków, stwierdził, że towary nimi oznaczane nie są podobne, w związku z czym nie następuje ryzyko wprowadzenia konsumenta w błąd i tym samym odrzucił skargę.

    czwartek, 04 październik 2012 12:00

    Walka o matadora w znaku

    3 października 2012 r. Sąd Pierwszej Instancji przy Trybunale Sprawiedliwości wydał wyrok w sprawie podobieństwa znaków towarowych na oznaczanie alkoholi.

    5 sierpnia 2004 r. jedna ze stron, Tequila Cuervo, SA de CV, złożyła w Urzędzie Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (OHIM) zgłoszenie wspólnotowego słowno-graficznego znaku towarowego "Tequila Matador", przedstawiającego wizerunek byka i matadora. Znak zgłoszono dla towarów takich jak: napoje alkoholowe, wstępnie mieszane koktajle alkoholowe, tequila pochodząca z Meksyku oraz likiery z tequili pochodzące z Meksyku.

    8 listopada 2005 r. skarżący, Mustafa Yilmaz, wniósł sprzeciw wobec rejestracji zgłoszonego znaku towarowego.

    Sprzeciw opierał się głównie na wcześniejszym słownym międzynarodowym znaku towarowym "MATADOR" i na identycznym niemieckim znaku towarowym. Oba znaki zarejestrowano dla towarów takich jak piwo, wody mineralne i gazowane oraz inne napoje bezalkoholowe, napoje owocowe i soki owocowe, syropy i inne preparaty do produkcji napojów.

    1 października 2009 r. spółka Tequila Cuervo wniosła odwołanie od sprzeciwu, które zostało uwzględnione dla wszystkich towarów objętych zgłoszeniem. W związku z tym, Mustafa Yilmaz, właściciel znaku "MATADOR", rozpoczął postępowanie przed sądem.

    Według niego, istniało prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd pomiędzy kolidującymi ze sobą znakami towarowymi ze względu na ich silne podobieństwo, a nawet identyczność oraz ze względu na podobieństwo zgłoszonych towarów. Zgodnie z jego twierdzeniami, napoje alkoholowe, których dotyczy zgłoszony znak towarowy i towary „piwa”, których dotyczy wcześniejszy znak towarowy, wykazują przeciętny stopień podobieństwa. Towary te należą do tej samej kategorii napojów alkoholowych, skierowane są do tego samego kręgu odbiorców, są spożywane w podobnych okolicznościach, w odpowiednim przypadku razem lub zmieszane pod postacią koktajli, w szczególności w restauracjach i barach, mogą zaspokoić identyczną potrzebę ugaszenia pragnienia, są sprzedawane w tym samym miejscu w supermarketach i mogą pochodzić z tych samych przedsiębiorstw.

    Zdaniem sądu jednak towary takie jak „tequila pochodząca z Meksyku, koktajle alkoholowe zawierające tequilę pochodzącą z Meksyku oraz likiery z tequili pochodzące z Meksyku” stanowią wyodrębnienie z grupy napojów alkoholowych i nie wynika z tego żadna szkoda dla skarżącego, gdyż wykaz tych towarów jest bardziej ograniczony niż wykaz towarów przeciwstawianego znaku.

    Sąd uznał w przedmiotowej sprawie, iż porównywane towary należą do tej samej ogólnej kategorii napojów, a w szczególności do napojów alkoholowych, ale różnią się zwłaszcza podstawowymi składnikami, sposobem produkcji, kolorem, zapachem i smakiem, tak że są postrzegane przez właściwego konsumenta jako mające różny charakter. Towary te nie są zwykle wystawiane na tych samych półkach w części supermarketów i innych punktów sprzedaży przeznaczonej na napoje. Co do ich użytku cechującą je ważną różnicą jest to, że piwo zaspokaja pragnienie, co nie odnosi się zazwyczaj do napojów alkoholowych, których dotyczy zgłoszony znak towarowy.

    Oba znaki nie mogłyby więc wywołać na zorientowanym konsumencie wrażenia, iż oznaczone towary pochodzą od tego samego producenta, a więc przedmiotowa skarga była bezzasadna i z tego względu została oddalona.

    środa, 03 październik 2012 12:00

    Wrzuta.pl i ZAiKS zawarły umowę licencyjną

    Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, jedna z organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, podpisało niedawno umowę licencyjną z serwisem Wrzuta.pl. Zdaniem stron umowy, ma ona umożliwić odpowiednie wynagradzanie autorów dzieł objętych ochroną przez ZAiKS, które znajdują się w serwisie. Jest to pierwsza tego typu umowa licencyjna, którego stroną jest polski serwis internetowy.

    Wrzuta.pl jest serwisem internetowym, dzięki któremu można dzielić się swoją twórczością. Na stronie serwisu możliwe jest zamieszczanie filmów, plików muzycznych lub zdjęć wykonanych przez użytkowników serwisu.

    Zgodnie z zawartą umową, każdy twórca, który umieści swoje utwory w serwisie Wrzuta.pl, po czym wyrazi zgodę na umieszczanie przy nich reklam, otrzyma wynagrodzenie, którego wysokość zależeć będzie od liczby odtworzeń danego utworu. Dzięki takiemu rozwiązaniu zarabiać będzie i sam twórca, i właściciel serwisu. Rolą ZAiKS będzie pośredniczenie między twórcami utworów chronionych przez stowarzyszenie a serwisem Wrzuta.pl. ZaiKS zajmie się między innymi przekazywaniem autorom wynagrodzenie z reklam. Na podstawie umowy właściciel Wrzuty zobowiązał się z kolei objąć dodatkową ochroną autorską dzieła chronionych przez ZAiKS.

    Wrzuta.pl jest pierwszym polskim serwisem internetowym, z którym została podpisana umowa licencyjna z ZAiKS. Stowarzyszenie to ma za to na swoim koncie podpisanie podobnej umowy z popularnym serwisem YpuTube. Do tej pory Wrzuta.pl działała jako serwis niekomercyjny, więc zgodnie z ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną nie była zobowiązana do podpisania umowy licencyjnej. Zdaniem stron umowy zawarte porozumienie umożliwi utrzymanie równowagi ochrony prawnoautorskiej związanej z kontrowersyjną kwestią umieszczania utworów w sieci.

    wtorek, 02 październik 2012 12:00

    Rekordowe kary za naruszenia praw autorskich

    1 października 2012 r. w Japonii weszły w życie nowe przepisy dotyczące prawa autorskiego. Od tej pory ściąganie nielegalnych plików przez Japończyków może ich bardzo drogo kosztować.

    W myśl nowych ustaleń prawnych za nielegalne ściąganie plików objętych prawami autorskimi grozi kara w wysokości nawet dwóch lat więzienia bądź grzywna, której maksymalna wysokość wynosi dwa miliony jenów (około 81,5 tysiąca złotych). Za udostępnianie w sieci pirackich plików grozi nawet 10 lat więzienia bądź grzywna w wysokości do 10 milionów jenów, a więc ponad 400 tysięcy złotych.

    Głównym prowodyrem wprowadzenia najnowszej wersji prawa autorskiego w Japonii była organizacja Stowarzyszenie Japońskich Wydawców Muzyki (The Recording Industry of Japan). Z przeprowadzonych przez tę organizację w 2010 r. badań wynikło, że mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni ściągają nielegalnie ok. 4,36 miliarda plików muzycznych oraz wideo w skali roku, co stanowi ilość 10 razy większą, niż pliki legalnie kupowane (około 440 milionów w skali roku).

    Wprowadzenie nowego japońskiego prawa zostało oprotestowane przez środowiska opowiadające się za ruchem Anonymous, powszechnie rozpoznawalnym po sprawie ACTA. Niedługo po uchwaleniu nowego prawa rządowe strony internetowe zostały poddane łańcuchowi cyberataków ze strony hakerów. Protesty odbywały się również na ulicach stolicy Japonii. Wszelkie formy protestu niezadowolonych Japończyków okazały się jednak nieskuteczne i kontrowersyjne przepisy prawne weszły obecnie w życie.

    poniedziałek, 01 październik 2012 12:00

    "Jesteś bogiem" czy jesteś piratem?

    Z piractwem internetowym walczą nie tylko koncerny wydawnicze i producenckie, ale czasem również sami internauci. We wrześniu bieżącego roku wszedł na ekrany polskich kin film "Jesteś bogiem", opowiadający historię dla wielu kultowego zespołu Paktofonika. W ciągu pierwszych trzech dni wyświetlania obejrzało go ponad 370 tysięcy widzów. Zainteresowanie filmem pojawiło się również w internecie, w mniej legalny sposób.

    Wiele osób poszukiwało nielegalnie skopiowanej z kina wersji filmu w serwisie YouTube. Rzeczywiście, można tam znaleźć materiał opatrzony tytułem "Jesteś Bogiem - cały film". I chociaż po obejrzeniu pierwszych kilku sekund wydaje się, że jest to udostępniona za darmo kopia premierowego filmu, to po tych kilku sekundach na ekranie pojawia się napis "Idź do kina, a nie oglądaj w necie! Bo gdyby CIEBIE KTOŚ OKRADAŁ...". W tle widać sceny z oficjalnego trailera filmu, które okazują się być zapętlone do końca trwania dwugodzinnego filmiku. Za twórcę filmu podał się Zawierciański Klub Filmowy.

    Według jego twórcy, przekazem filmu umieszczonego w serwisie YouTube jest nie walka z piractwem internetowym w ogóle, ale prośba o okazanie szacunku zespołowi Paktofonika, poprzez obejrzenie filmu w kinie, a nie ściąganiu jego nielegalnej kopii. Pomysł nie spodobał się jednak części użytkowników serwisu, którzy zostawili pod filmikiem często bardzo negatywne komentarze.

    Być może choć częściowym rozwiązaniem problemu piractwa internetowego w odniesieniu do filmów okazałoby się umożliwienie przez sieci kin dostępu do premier kinowych on-line, w cenie nieco niższej niż w kinie. Prawdopodobnie byłoby to rozwiązanie popularne, biorąc pod uwagę popyt na tak zwane video on demand, pozwalające na oglądanie seriali czy filmów o dowolnej porze.

    piątek, 28 wrzesień 2012 12:00

    Microsoftu walka z (chińskimi) wiatrakami

    Problemów z pirackim wykorzystywaniem programów komputerowych nie dostarczają producentom oprogramowania wyłącznie pojedynczy, drobni użytkownicy. Agencja Bloomberg podaje, iż najbardziej znany wytwórca oprogramowania komputerowego, Microsoft, wysłał niedawno prośbę do chińskiego rządu, aby tamtejsze instytucje rządowe przestały używać nielegalnego oprogramowania i rozpoczęły wykorzystywanie oryginalnych programów.

    Adresatami prośby o nieużywanie pirackich wersji oprogramowania Microsoft są cztery należące do chińskiego rządu przedsiębiorstwa. Co więcej, nie są to wcale jakieś niewielkie agencje, ale wielkie przedsiębiorstwa. Mowa konkretnie o China Railway Construction, China Post, TravelSky oraz China National Petroleum Corp., której dochody w 2011 r. wynosiły ponad 240 miliardów dolarów. Jak wynika z działań podjętych przez Microsoft, stopień wykorzystywania pirackich wersji oprogramowania Microsoft wyniósł w tych przedsiębiorstwach od 40 do 100%.

    Szacowane straty Microsoftu wynikające z tak dużej skali piractwa w chińskich rządowych przedsiębiorstwach są ogromne, szczególnie biorąc pod uwagę liczbę osób zatrudnionych w tych podmiotach, a więc liczbę używanych programów. Microsoft nie ma jednak środków, aby przymusić chiński rząd do zakupu legalnych wersji oprogramowania.

    Co więcej, Chińczycy twierdzą, że skala wykorzystywania nielegalnych programów Microsoft została przez ten ostatni stanowczo zawyżona, a winę na korzystanie z pirackich wersji zrzucają na najniższe rangą w agencjach podmioty, które ciężko zidentyfikować. Microsoft będzie miał więc nielichy problem z wyegzekwowaniem w Chinach swoich praw.

    czwartek, 27 wrzesień 2012 15:15

    Apple przyłapany na gorącym uczynku

    Amerykański gigant komputerowy Apple jest dobrze znany nie tylko ze względu na innowacyjne i stylowe produkty, ale i na zdecydowaną łatwość w pozywaniu najróżniejszych podmiotów o rzekome naruszenia własności przemysłowej firmy. Oskarżenia te są raz bardziej, a raz mniej wiarygodne. Ostatnio jednak to Apple stał się adresatem oskarżeń dotyczących naruszenia praw własności intelektualnej.

    SBB, narodowy przewoźnik kolejowy Szwajcarii, rzucił oskarżenie wobec Apple, iż amerykańska spółka wykorzystała bezpodstawnie wygląd zegara umieszczanego na szwajcarskich dworcach kolejowych. Wizerunek zegara został użyty w nowym systemie operacyjnym Apple, OS X Mountain Lion.

    Zegar, będący projektem Hansa Hilfikera, znanego szwajcarskiego inżyniera i projektanta, dokonanym w 1940 r., stanowi ikonę Szwajcarii. Zegar jest okrągły, ma białe tło, czarne kreski na oznaczenie minut i godzin, proste czarne wskazówki i charakterystyczny czerwony sekundnik zakończony kołem. Wyłączne prawa do jego wizerunku posiadają szwajcarskie linie kolejowe SBB. Chociaż SBB udziela licencji do prawa na wykorzystanie wizerunku słynnego zegara producentom zegarków na całym świecie, Apple nie pokwapiło się o uzyskanie takiej zgody.

    Przewoźnik, którego prawa naruszono, oczekuje od Apple zadośćuczynienia. Zakładając brak woli ugodzenia się ze strony Apple, SBB jest zdecydowany na walkę sądową.

    © 2012-2017