Prawo na patent - Portal o znakach towarowych, wzorach przemysłowych.

Apple opatentował właśnie urządzenie z wyświetlaczem, które ma kształt prostokąta z zaokrąglonymi narożnikami. To kolejny krok w wielkiej wojnie patentowej, jaka toczy się od lat między Apple a Samsungiem. Jednak patent oznaczony numerem D670268 dotyczący „przenośnego urządzenia z wyświetlaczem” naprawdę może dziwić.

W opisie patentu znajdują się schematy iPada, w których prawie wszystkie elementy narysowane są linia przerywaną. Linia ciągła jest użyta wyłącznie w obrysie urządzenia. Również z opisu wynika, że elementy oznaczone linią przerywaną nie są objęte patentem. Apple opatentował więc nic innego, jak tylko sam kształt. W amerykańskim systemie prawnym jest to możliwe, ponieważ istnieje tam hybryda patentu i wzoru przemysłowego, której cechy szczególne dotyczą zarówno funkcji technicznych, jak i wyglądu. W prawie polskim tego typu wynalazek nie zostałby zarejestrowany, ponieważ w naszym systemie prawnym wynalazki mogą być innowacyjne wyłącznie pod względem technicznym, a nie również wizualnym.

poniedziałek, 19 listopad 2012 12:00

Licencja Wielkiego Brata

Microsoft opatentował system, który sam będzie mógł sprawdzić, czy jego użytkownik nie narusza licencji dotyczącej ilości osób korzystających z oprogramowania. Dotyczy to systemu Kinect, który umożliwia korzystanie z gier komputerowych czy sterowanie odtwarzaniem multimediów ruchem.

Zgodnie z patentem, po wybraniu przez użytkownika systemu Kinect opcji, którą chce wykorzystać, przykładowo gry, system sprawdzi samodzielnie ilość osób obecnych przed urządzeniem. Jeżeli ich liczba przekroczy ilość osób, na jaką została wykupiona licencja, zaproponuje aktualizację licencji i uniemożliwi wykorzystanie obecnej dla większej ilości osób, niż jest możliwe.

Interesująca jest strona praktyczna tego patentu. Licencje na gry czy odtwarzane programy obejmują zazwyczaj cztery osoby. Górną granicę stanowi bowiem liczba osób, które jednocześnie mogą przykładowo grać w grę. Trudno więc ocenić, jaka jest przydatność wynalazku, który ograniczać ma ilość osób, która i tak jest ograniczona ze względów praktycznych.

piątek, 16 listopad 2012 12:00

Klub walczy z kibolem o znak towarowy

Klub piłkarski Motor Lublin złożył w sierpniu wniosek do Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej o zastrzeżenie swojego logo. Takie kroki podjął po otrzymaniu informacji, że przywódca kiboli Motoru Paweł G. szerzej zanany jako „Groszek” ubiegł go w walce o prawa ochronne do znaku. Już na początku roku należące do niego przedsiębiorstwo wielobranżowe „Łezka” wystąpiło z wnioskiem o zastrzeżenie logo Motoru dla swojej działalności gospodarczej.

Klub, który chciałby mieć wyłączność na używanie dotychczasowego logo w szerokim zakresie, zgłosił uwagi do wniosku Pawła G., tłumacząc dlaczego kibolowi powinna zostać wydana decyzja odmowna. Później złożył w Urzędzie własny wniosek. Jednak to „Groszek” ma przewagę nad działaniami klubu. Wnioski rozpatrywane są w kolejności zgłoszeń, a on złożył go ponad pół roku wcześniej niż Motor Lublin. Wniosek klubu dopiero w zeszłym tygodniu został umieszczony w oficjalnym wykazie rozpatrywanych spraw. Może się, więc okazać, że to przywódcy kiboli przypadną prawa ochronne do znaku. W walce o prawa do znaku towarowego klub wspiera lubelski ratusz.

Jednak to nie tylko kontrowersyjna osoba Pawła G. zmotywowała Motor do walki o znak towarowy. Logo używane na koszulkach piłkarzy oraz wszelkich będących w sprzedaży gadżetach klubu może być źródłem dużych przychodów dla klubów. Jak ujawniła w swoim raporcie „Polska Liga Finansowa” firma Deloitte, największe zarobki w tym zakresie w 2011 r. miała warszawska Legia. Klub, mający prawo wyłączne do swojego logo od 2008 r. zarobił 64,3 miliona zł, z czego 25 milionów to właśnie wpływy z działalności komercyjnej.

czwartek, 15 listopad 2012 12:00

Przyjazne prawo autorskie

Zagmatwany system prawa autorskiego często powoduje konflikty i wydłużanie czasu trwania sporów sądowych. Dla ulepszenia tego systemu powstało niedawno Konsorcjum Przyjazne Prawo Autorskie.

Konsorcjum Przyjazne Prawo Autorskie jest inicjatywą przedsiębiorców skupiającą największe platformy satelitarne oraz operatorów kablowych. W organizacji zrzeszony jest CANAL+ Cyfrowy, Cyfrowy Polsat S.A., Polska Izba Komunikacji Elektronicznej (PIKE) i Telekomunikacja Polską S.A.

Jako swój cel Konsorcjum wskazuje doprowadzenie do jednej, kompleksowej nowelizacji ustawy, która uporządkuje rynek praw autorskich. Przedsiębiorcy domagają się uznania organizacji mającej reprezentować pozostałe Organizacje Zbiorowego Zarządzania. Do postulatów należy także wprowadzenie przejrzystości w wyznaczeniu stawek przysługujących twórcom, w tym stawki maksymalnej, równości w traktowaniu podmiotów gospodarczych oraz jawności w zakresie przepływów finansowych pomiędzy nadawcami i twórcami.

Na stronach internetowych nasza-biedronka.pl oraz naszabiedronka.pl działają fora internetowe, których grupą docelową są pracownicy sieci sklepów „Biedronka”. Nie jest to oficjalne forum dyskontu, w związku z czym pracownicy dzielą się wszystkimi opiniami, często negatywnymi na temat warunków pracy, płacy, kierownictwa a także na temat programu „Tajemniczy klient”, który ma na celu kontrolę sklepu poprzez udawanie zwykłego klienta.

Na początku roku właściciel Biedronki zainteresował się omawianym forum. Firma reprezentująca Jeronimo Martins – Optimum Mark Sp z o.o. stwierdziła, iż mogło dojść do naruszenia praw do znaku towarowego „Biedronka”, gdyż nazwy domen zawierają element identyczny z tym znakiem. W związku z tym spółka złożyła pozew o naruszenie praw ze znaku towarowego.

poniedziałek, 12 listopad 2012 15:59

Przypadki łąckiej śliwowicy

Po trzech latach starań, Krzysztof Mauer – przedsiębiorca z Łącka, jako pierwszy w gminie uzyskał akcyzę na legalną produkcję 70 – procentowej śliwowicy według specjalnej, łąckiej receptury, tak zwanej śliwowicy łąckiej. Jak sam mówi, kosztowało go to wiele cierpliwości i pracy. Na chwilę obecną pan Mauer podlega kontroli inspektora ochrony środowiska, SANEPID-u oraz służby celnej. W myśl przepisów antybimbrowniczych, każdemu mieszkańcowi gminy Łącko za nielegalne wytwórstwo i handel śliwowicy grozi kara do 2 lat więzienia oraz konfiskata aparatury potrzebnej do produkcji alkoholu.

Problem stanowi jednak prawo do używania nazwy „Łącka Śliwowica” oraz zwrotu „daje krzepę, krasi lica” przez pana Krzysztofa. Powyższe zwroty zostały zarejestrowane w styczniu 2012 r. przez Stowarzyszenie Łącka Droga Owocowa oraz gminę jako wspólny znak towarowy gwarancyjny. Oznacza to, iż zarówno gmina, jak i stowarzyszenie nie mogą posługiwać się znakiem towarowym „Łącka Śliwowica”, lecz mogą udzielić zgody na używanie znaku innym podmiotom. Oprócz takiej formy rejestracji można zarejestrować również wspólny znak towarowy oraz uzyskać wspólne prawo ochronne. Pierwsza opcja polega na używaniu w obrocie znaku towarowego zarówno przez organizację posiadającą osobowość prawną oraz zrzeszone w niej podmioty. Natomiast wspólne prawo ochronne zostaje udzielone na znak towarowy, którym posługuje się kilku przedsiębiorców zgłaszających go wspólnie.

Warto wspomnieć, że 6 lat temu proboszcz z Chełma pod Bochnią chciał zarejestrować „Chełmską Śliwowicę” na liście produktów tradycyjnych. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż duchowny przez 5 poprzednich lat służył w parafii w Łącku, gdzie poznał recepturę produkcji łąckiej śliwowicy i taki sam przepis chciał wykorzystać w produkcji własnego alkoholu. Władze Łącka stwierdziły, iż w celu ochrony regionalnego wyrobu będą musiały podjąć kroki prawne. Sprawę zakończyła tarnowska kuria, która stwierdziła, iż produkcja alkoholu nie jest zajęciem dla księdza.

Dlaczego więc Krzysztof Mauer, produkujący w legalny sposób śliwowicę z Łącka, nie może posługiwać się oznaczeniem „Łącka Śliwowica”? Jak tłumaczy sam wójt Łącka, Janusz Klag – gminie zależy przede wszystkim na tym, żeby indywidualni rolnicy mogli produkować alkohol na zasadach podobnych do tych obowiązujących w Austrii, czyli z obniżoną akcyzą oraz bez rejestracji działalności gospodarczej. W związku z tym zgodę na posługiwanie się znakiem „Łącka Śliwowica daje krzepę, krasi lica” przyznaje specjalna kapituła, w skład której wchodzą członkowie gminy, Stowarzyszenia Łąckiej Drogi Owocowej, a także eksperci wybierani wspólnie przez oba podmioty.

Krzysztof Mauer jest przedsiębiorcą, w związku z czym nie uzyskał wymaganej zgody na posługiwanie się znakiem towarowym. Dla produkcji własnego trunku używa więc nazwy „Śliwowica - okowita z łąckich śliwek”.

Pierwszy producent, który legalnie wytwarza śliwowicę w Łącku zwraca uwagę na zalewanie rynku tanimi, złej jakości podróbkami śliwowicy, co może wpłynąć na renomę tego słynnego trunku. W związku z tym zależy mu na legalizacji przydomowej produkcji tradycyjnych alkoholi.

Warto wspomnieć, iż w 1990 r. wojewódzki konserwator zabytków w Nowym Sączu uznał domową produkcję śliwowicy za „niematerialne dobro kultury”. Rok po wspomnianym wydarzeniu powstała spółka z ograniczoną odpowiedzialnością „Łącko”, która wystąpiła do Ministerstwa Rolnictwa o zgodę na rozpoczęcie eksperymentalnej produkcji. W tym samym roku spółka otrzymała niespełnioną finalnie promesę koncesji oraz rozpoczęła rozmowy z krajowymi i zagranicznymi kontrahentami. Produkcja nie doszła jednak do skutku.

piątek, 09 listopad 2012 15:59

Google obawia się procesu z Microsoftem

Według doniesień redakcji Reuters, Google obawia się procesu patentowego ze strony Microsoftu. Jednak nie chodzi tu o samo starcie z gigantem, ale ewentualną konieczność ujawnienia przed sądem tajemnicy przedsiębiorstwa. Google wysłał już prośbę do sędziego o niedopuszczenie niektórych dokumentów do opinii publicznej. Takie żądania rozpatrywane są pozytywnie jedynie w szczególnych przypadkach z uwagi na fakt, że zgodnie z zasadą jawności wszystkie działania sądowe powinny być przekazywane do wiadomości publicznej. Wiadomo już, że sędzia przychylił się częściowo do wniosku Google. Nie podjął jednak jeszcze najważniejszej decyzji co do utajnienia szczegółów dotyczących opłat licencyjnych. Jak podnosi Google, ujawnienie tych informacji prowadzić będzie do uzyskania nieuczciwej przewagi rynkowej przez jego konkurentów.

Proces jest wynikiem sporu pomiędzy Microsoftem a Motorolą. W 2010 r. firma pozwała Motorolę, która dwa lata później została przejęta przez Google. Microsoft oskarżał Motorolę o łamanie zasady FRAND (fair, resonable and non-discriminatory - „sprawiedliwy, rozsądny i niedyskryminujący” ) i sprzedaż po zawyżonych cenach licencji na patenty niezbędne do wdrażania rynkowych standardów.

To nie pierwszy proces w którym strony chcą utajniać pewne informacje. Podobnie było w niedawnym sporze między Google i Apple. Można się spodziewać, że w przyszłości takie próby staną się powszechna praktyką. Zdaniem ekspertów, mimo ograniczenia jawności i zatracenia idei publicznego sądu takie działania maja też pozytywną stronę. Wielkie przedsiębiorstwa, w obawie przed ujawnieniem tajemnic biznesowych, będą dążyły do zawierania ugód, odciążając tym samym sądy i kieszenie podatników.

czwartek, 08 listopad 2012 12:00

Dzień bez podróbek

9 listopada 2012 r. odbędzie się w domu handlowym vitkAc w Warszawie Dzień bez podróbek. Organizatorami akcji są dom handlowy vitkAc oraz portal modnaulica.pl. Impreza ta odbywa się w ramach akcji edukacyjnej „Bądź oryginalna! Nie kupuj podróbek" na rzecz przeciwdziałania kupowaniu podrobionych ubrań, dodatków czy biżuterii polskich i światowych marek modowych oraz promocji dokonywania świadomego wyboru oryginalnych produktów.

Problem tak zwanych podróbek obejmuje głównie dwa naruszenia prawa własności przemysłowej: naruszenie znaku towarowego lub naruszenie wzoru przemysłowego. Naruszenie wzoru przemysłowego polega na odwzorowaniu wyglądu zewnętrznego danego produktu, który jest jako taki wzór zarejestrowany, na przykład skopiowanie wyglądu krzesła znanego projektanta. Naruszeniem znaku towarowego może być natomiast oznaczenie produktu z podobnej kategorii, co oryginalny, nazwą lub symbolem przypominającym ten oryginalny (przykład: oznaczenie butów znakiem "Adidos"). Takie działania nie tylko naruszają prawa twórców i producentów oryginalnych towarów, ale mogą też działać na niekorzyść konsumentów, którzy mogą zostać wprowadzeni w błąd sądząc, że kupują towar autentyczny, podczas gdy jest to w rzeczywistości towar podrobiony.

Podczas Dnia bez podróbek odwiedzający będą mieli między innymi okazję obejrzeć najnowsze projekty modowe, skorzystać z porad stylisty czy uczestniczyć w interesujących wykładach prowadzonych przez projektantów i prawników.

W październiku 2012 r. Rosyjski Urząd Patentowy w Moskwie odmówił zarejestrowania nazwy punkrockowej grupy Pussy Riot jako chronionego znaku towarowego. Wniosek o rejestrację znaku "Pussy Riot" został złożony w kwietniu 2012 r. przez firmę Web Bio, zarejestrowaną na Natalię Charitonową, żonę adwokata Marka Fejdinga, który reprezentuje artystki z grupy Pussy Riot. Towary zgłoszone dla znaku to między innymi długopisy, koszulki, gadżety i zabawki, a także usługo takie jak organizowanie koncertów i pokazów.

Pomimo odmowy rejestracji znaku towarowego, Web Bio najwyraźniej ma zamiar dalej wykorzystywać popularność nazwy, rosyjska prasa dotarła bowiem do umowy zawartej między Web Bio a Roast Beef Productions Ltd. W ramach współpracy ma powstać film dokumentalny pod tytułem "Proces pokazowy. Historia Pussy Riot". Zgodnie z umową, firma Charitonowej ma otrzymać też 40 % zysków od światowej sprzedaży filmu.

Bezprawne zyski z rozgłosu towarzyszącego działaniom rosyjskiego zespołu czerpie też Madonna. Gwiazda oferuje na swojej stronie internetowej koszulki z wizerunkiem dziewczyny z gitarą i nazwą Pussy Riot.

Sama grupa Pussy Riot ostro sprzeciwiła się pomysłowi rejestracji nazwy, twierdząc, że jest przeciwna komercjalizacji ich działalności. 21 lutego 2011 r. w moskiewskim soborze Chrystusa Zbawiciela, najważniejszej świątyni prawosławnej Rosji, młode Rosjanki wykonały utwór "Bogurodzico, przegoń Putina", na melodię i w stylu pieśni religijnej. Swój występ nazwały "modlitwą punkową". W założeniu akcja była protestem przeciwko powrotowi na Kreml Władimira Putina i poparciu, jakiego w kampanii wyborczej udzielił mu zwierzchnik rosyjskiej Cerkwi prawosławnej Cyryl. Część członkiń grupy została skazana przez sąd za obrazę uczuć religijnych: 30-letnia Jekaterina Samucewicz na wyrok więzienia w zawieszeniu, a 22-letnia Nadieżda Tołokonnikowa i 24-letnia Maria Alochina na dwa lata łagru.

wtorek, 06 listopad 2012 12:00

Znak towarowy „Ossolineum” uratowany

W październiku 2012 r. udało się uratować nazwę i znak najstarszego polskiego wydawnictwa. Jak zapewnił minister kultury Bogdan Zdrojewski, proces wykupienia praw do znaku towarowego „Ossolineum” przez jego resort zakończył się sukcesem. Tym samym udało się uratować nazwę i znak najstarszego polskiego wydawnictwa.

W lipcu 2012 r. Wydawnictwo Ossolineum zostało postawione w stan likwidacji. Wówczas minister Bogdan Zdrojewski zapowiedział, że przeznaczy 600 tys. złotych na wykupienie praw do znaku towarowego oficyny działającej nieprzerwanie od 1817 r. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego miało również przejąć zasoby wydawnictwa oraz praw autorskie do jego zbiorów. Dzięki tym działaniom, jak już dziś wiadomo, pomyślnie sfinalizowanym udało się uratować nazwę i znak „Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo” oraz serii wydawniczych, w tym „Biblioteka Narodowa”.

W rozmowie z Polską Agencją Prasową minister Zdrojewski odniósł się do sytuacji Państwowego Instytutu Wydawniczego, również znajdującego się w stanie likwidacji. Sprawa Polskich Nagrań, Wydawnictwa Muzycznego i Państwowego Instytutu Wydawniczego, których zróżnicowana podstawa prawna utrudniona przesądzenie o ich dalszym losie, jest konsultowana z Ministrem skarbu. Jak zapowiada jednak Bogdan Zdrojewski chociaż rozmowy toczą się powoli, to do końca roku mają być podjęte przedmiotowe decyzje dotyczące tych trzech podmiotów.

W lutym minister twierdził, iż rozpatrywane są trzy warianty zagospodarowania dorobku Państwowego Instytutu Wydawniczego. Pierwszy zakładał przejęcie Instytutu w całości bez zobowiązań finansowych i przekształcenie go w autonomiczny zespół Biblioteki Narodowej. Kolejnym pomysłem było podzielenie dorobku wydawnictwa pomiędzy Instytut Książki a Bibliotekę Narodową. Instytut Książki miałby kontynuować wydawanie serii PIW, zasoby zaś przejęłaby Biblioteka Narodowa. Trzeci scenariusz zakładał powołanie odrębnej instytucji, która przejęłaby zasoby i prawa autorskie nie tylko PIW, ale także innych instytucji, których dorobek i prawa autorskie są w chwili obecnej rozproszone.

© 2012-2017